Wybudowano je z myślą o rycerzach przybywających konno na biesiady. Nie musieli się męczyć i wchodzić w pełnym rynsztunku do sali jadalnej. Mogli po prostu wjechać konno i zrobić (zapewne niemałe) wrażenie na zgromadzonych pannach. Schody są na tyle niskie i szerokie by każdy wierzchowiec mógł spokojnie unieść na pierwsze piętro swego pana. Wszak zbroja w ówczesnych czasach ważyła kilkadziesiąt kilo! Według historycznych przesłanek, na pierwszym piętrze znajdowało się specjalne urządzenie do „rozbierania” rycerzy. Były to dość wytrzymałe haki wbite w powałę. Do nich przyczepione były łańcuchy, zakończone również hakami. Zaczepiano nimi wjeżdżającego i unoszono do góry. Wtedy to dopiero giermek mógł odprowadzić konia do stajni. Rycerza oczywiście opuszczano na ziemię i… rozbierano. Cóż to musiał być za widok?!
Obecnie po końskich schodach wprowadza się turystów. Nie mogą się oni jednak obejrzeć za siebie! Istnieje bowiem przesąd, że ten, który odwróci głowę w tył, w najmniej odpowiednim momencie swego życia zarży jak koń. Na dowód tego podawany jest przykład pewnego mężczyzny, który nieopatrznie obejrzał się, a w kilka lat później zarżał na... własnym ślubie. Zwiedzając więc zamek Golub-Dobrzyń warto zwracać uwagę nie tylko na to co się ogląda, ale także na to, czego się nie powinno oglądać!
